JMJ – refleksje

    Słowa często sprawiają mi trudność- nie obrazują w pełni tego, co czuję, z czym chciałabym się podzielić ( być może wynika to wyłącznie z braku pewnej umiejętności i niewystarczającej dojrzałości pisarskiej. Pozostaje mi nieustanna praktyka). Bo jak opisać siedemnastodniową podróż z Jezusem?

Z NASTANIEM DNIA WYSZEDŁ I UDAŁ SIĘ NA MIEJSCE PUSTYNNE. A TŁUMY SZUKAŁY GO

Łk4, 42-43

    Napisałam list do dziadków dzień przed wyjazdem. Prosiłam w nim o modlitwę, bo mimo spakowanej torby, czułam, że wewnątrz mnie panuje ogromny bałagan. Niepokoje wzrastały i kilka faktów sprawiło, że byłam bliska płaczu. W tym całym rodzinnym, pozarodzinnym i osobistym rozgardiaszu pozostałam sama. Wokoło wszystkich uspakajałam, doradzałam, pocieszałam, ale niestety ani grama pozytywnej energii nie starczyło dla mnie.

LISY MAJĄ NORY, A PTAKI PODNIEBNE- GNIAZDA, LECZ SYN CZŁOWIECZY NIE MA MIEJSCA, GDZIE BY GŁOWĘ MÓGŁ POŁOŻYĆ

Mt8,20-21

    W trakcie podróży nie myślałam o tym, że znowu kark mi drętwieje podczas niespokojnej drzemki lub, że znowu siedzę bezczynnie i na dodatek wściekle pomarańczowe zasłonki drażnią moje oczy. Podróżując po Hiszpanii- zwiedzając Santander, Madryt, Barcelonę- nie myślałam o tym, że żar z nieba się leje, przylepiając się do ciała lub, o tym, że tłumy ludzi innej nacji, wydzierając się w miejscach publicznych, mogą doprowadzić mnie do szału. Pragnienia, niewygody, zmęczenie- o tym nie myślałam, bo w podróży trzeba łapać do kieszeni każdy moment, każdy najmniejszy drobiazg czy bzdurę- one są na wagę złota, kształtują i ubogacają. Po powrocie myślę, że każdy z nas na nowo docenił ugotowany przez mamę obiad, wygodne łóżko lub własną łazienkę.

A ON RZEKŁ: „PRZYJDŹ!” PIOTR WYSZEDŁ Z ŁODZI, I KROCZĄC PO WODZIE, PRZYSZEDŁ DO JEZUSA. LECZ NA WIDOK SILNEGO WIATRU ULĄKŁ SIĘ I GDY ZACZĄŁ TONĄĆ, KRZYKNĄŁ: „PANIE, RATUJ MNIE!” JEZUS NATYCHMIAST WYCIĄGNĄŁ RĘKĘ I CHWYCIŁ GO, MÓWIĄC: „CZEMU ZWĄTPIŁEŚ, CZŁOWIECZE MAŁEJ WIARY?”

Mt14, 29-32

    Lourdes. 153 lat temu, w tym samym miejscu gdzie ja stałam, stała Bernadetta… Jestem gadatliwą osobą, ale wtedy z nikim nie rozmawiałam. W tym tłumie, hałasie próbowałam pobyć sama ze sobą. Jeśli ktoś teraz powie mi, że nie potrafi się skupić na Mszy Świętej, bo małe dzieci krzyczą i biegają po całym kościele a starzy ludzie ciągle kaszlą, od razu polecę mu pielgrzymkę do Lourdes. Tam udało mi się na krótką chwilę usłyszeć samą siebie. A tak na marginesie, przeżyłam szok na widok brokatowych lub świecących na czerwono figurek Matki Bożej w budach z pamiątkami.

    Santander. To był dobry czas na złapanie oddechu przed Madrytem. Niestety kąpiel w słonej wodzie jest dla mnie nie do zniesienia, ale spacery ze smacznymi lodami, samotna podróż autobusem do El Plaza de Toros, pogawędki w sklepie, na ulicy czy nad morzem okazały się chwilami niezapomnianymi. To są takie momenty „perełki”- uwielbiam je i często je wspominam. To tak jakby każdy z nas miał swojego prywatnego krawca, który szyje dla nas na miarę takie chwile.

    Madryt. Gdy wyszliśmy z metra przy Bibliotece Narodowej, pierwsze co poczułam to ogromne uderzenie gorącego powietrza. Pomyślałam: „Zaczyna się…  Jak się nie rozpuszczę do końca tygodnia to będzie dobrze”. Całe miasto przejęła w swoje ręce młodzież, muzyka pop- dance głośno rozbrzmiewała, a co mocniejsze beaty czułam w swoim żołądku. Rozglądając się wokoło, zapominając o upale, i chłonąc każdy detal pomyślałam: „ale będzie fajnie!” I było. Poza tym Madryt to przepiękne miasto. Architektura bogata w detale, wiele kościołów i ośrodków kultury, olbrzymi park Retro, urokliwe uliczki… Majestatyczny i urzekający. Oczekiwałam, jak na stolicę przystało, ogromnej metropolii, przepełnionej wieżowcami, billboardami z tandetnymi reklamami i ulic w stylu naszej Marszałkowskiej. Zostałam pozytywnie zaskoczona.
Tylko z lotniska Cuatro Vientos mam krótką notatkę, spisaną „na gorąco”:

    Jestem na lotnisku Cuatro Vientos w punkcie kulminacyjnym Światowych Dni Młodzieży. Tyle młodych ludzi z różnych państw przyjechało w jednym celu, dzięki jednemu człowiekowi (…)
Jest mi gorąco; jestem spocona, słońce przypala mocno każdy milimetr mojej skóry, ciągle czuję pragnienie, jest mi niewygodnie, przypalona trawa wszędzie wpada, ten tłum jest trochę przerażający ale jestem tutaj i nie chcę stąd iść. Oddaję Tobie ten czas.

    Oczekiwanie. Ogromna burza i ja z Olą zawinięte w kłębek pod jedną parasolką. Fala ciszy podczas czuwania 2 milionów młodych ludzi. Nocna rozmowa z Karmelitą. Spanie w wilgotnym śpiworze. Msza Święta z udziałem papieża. Wybacz mi te bezokoliczniki, ale nie umiem opisać tych chwil. Przypomina mi się moment, kiedy rozglądam się wokoło i mówię do proboszcza: „ale czad!” Mało ambitnie, ale ważne, że w środku wszystko kołatało.

    Barcelona. Podobno taka piękna i zachwycająca. Nie wiem, nie zdążyłam się rozejrzeć a już musieliśmy wyjeżdżać. Tylko jedna rzecz, a raczej osoba wryła mi się w pamięć. Antoni Gaudí. To był niesamowity człowiek. Tak więc za rok trzeba będzie tu przyjechać. A może uda mi się też wrócić do Santander i Madrytu? A może uda mi się pojechać jeszcze gdzieś dalej? Oby tak.

JEŚLI KTOŚ JEST SPRAGNIONY, A WIERZY WE MNIE- NIECH PRZYJDZIE DO MNIE I PIJE!

J7,37-38

    Mogłabym tak pisać i pisać. Ale czy warto? I tak nie jestem w stanie wszystkiego dokładnie opisać. Niestety moje umiejętności są niewielkie, choć chęci ogromne. Po prostu, trzeba TO przeżyć.

Uczestniczka

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.